Odwiedziło nas
Liczniki na stonę
Stan od dnia
05.09.2012r.

A+ | A-








Wspierają
Muzeum w Łęczycy
w 2015 r.:













Zajęliśmy II miejsce !!!





Diabeł Boruta

Galeria zdjęć z wystawy

"Każdy ma swego diabła" - mówi polskie przysłowie. Łęczycanie maja Borutę, który z naszym grodem związany jest na stałe od bardzo dawna. Na swoją siedzibę obrał bies zamek królewski, który od sześciu prawie wieków, potężną sylwetką, góruje nad miastem, a z powodu czerwonych ceglanych murów, widoczny jest z daleka.
Boruta wywodzi się z dawnych, przedchrześcijańskich demonów leśnych, a imię swe bierze od boru. W późniejszym czasie zostanie wprowadzony do literatury i zyska ogromną popularność. Dziś jest najbardziej znanym diabłem polskim, ale imię jego kojarzone bywa zawsze z Łęczycą.
Miasto od dawien dawna położone wśród podmokłych łąk i niedostępnych bagien, często osnuwały mgły i opary. Wśród nich Łęczycanie widywali różnego rodzaju nieziemskiej istoty jak strzygi, zmory, południce i widma. Postacią pojawiającą się jednak najczęściej był diabeł Boruta.
Czart ten, niesłychanie sprytny przebiegły, potrafi w zależności od działalności, miejsca i sytuacji, w której przyszło mu działać - przybierać różne postaci. Jako "szlachcic" w kontuszu i z szablą przy boku spaceruje po zamkowym dziedzińcu. W postaci "sowy" pilnuje lochów w zamku i skarbów w nich zgromadzonych. Jako ptak z ogromnymi skrzydłami widywany bywa na podłęczyckich łąkach, a ludzie mówią wtedy o nim: "błotny". Jako Boruta "topielec", przyjmuje kształt wielkiej ryby z rogami i pojawia się w wodach Bzury. Boruta "czarny" z ogonem" i widłami krąży w pobliżu romańskiej kolegiaty w Tumie. W tumanie kurzu na polnych drogach tańczy Boruta "wietrny", zaś Borta "bartnik" podkrada pszczelarzom miód z uli. Boruta "młynarz" mieli mąkę w opuszczonym młynie, zaś Boruta "koń" galopuje nocami po polach. Te i inne wcielenia diabła Boruty można oglądać na stałej wystawie etnograficznej, noszącej tytuł: "Diabeł Boruta we współczesnych rzeźbach i legendach". Poprzez specjalny dobór i ustawienie rzeźb zilustrowano na niej najpopularniejsze opowieści o tym diable, m.in. o początkach historii Borty w Łęczycy, budowie kolegiaty w Tumie, o diabelskiej majówce. Wystawę zaaranżowano w specjalnej dekoracji, tematycznie nawiązującej do zabytkowych budowli i charakterystycznego krajobrazu łęczyckiego. Na ekspozycji prezentowanych jest 170 rzeźb z liczącej ponad 400 eksponatów naszej, najbogatszej w Polsce muzealnej kolekcji figur o tematyce demonicznej. Powstawała ona na przestrzeni ostatnich 50 lat i składają się nań głównie prace łęczyckich twórców ludowych, choć mamy w zbiorach również rzeźby, pochodzące z innych regionów kraju. Najwięcej jest rzeźb wykonanych w drewnie lipowym lub topolowym, ale są także diabły ceramiczne, kamienne i kute z żelaza. Najmniejsze mają kilka centymetrów, największa blisko 2 m. Diabły z naszej muzealnej kolekcji oglądać też można aktualnie na wystawie czasowej w Muzeum Miedzi w Legnicy, gdzie pokazywane będą do listopada br.

CZARCIE ZALOTY

Pewna dziewczyna z podłęczyckiej wsi nie miała wcale powodzenia,
choć urody Jej nie brakowało. Na zabawach i potańcówkach
żaden z chłopców nie prosił jej do tańca, ciągle podpierała
ściany, aż ludzie się z niej podśmiewali.
Któregoś dnia umalowała się, wystroiła i poszła na zabawę.
Wchodząc na zatłoczoną salę powiedziała sama do siebie:
- Jak mnie znowu nikt nie poprosi do tańca, to chyba sam diabeł Boruta mnie weźmie.
W czasie zabawy dziewczyna jednak sama stoi i nikt nie kwapi się z nią tańczyć.
Nagle dzieje się cud! Na sali pojawia się jakiś nieznajomy mężczyzna, kłania się
nisko przed dziewczyną i prosi ją do tańca. Raz, potem drugi, bawi się z nią
przez cały czas, wreszcie odprowadza do domu. Na drugi dzień kawaler ten
przychodzi do dziewczyny do domu, na trzeci także. Za trzecim jednak razem,
kiedy mężczyzna wychodzi i przekracza próg, matka dziewczyny zauważa,
że zamiast nogi ma on końskie kopyto.
- Rzeczywiście - potwierdza to dziewczyna w czasie następnej wizyty kawalera,
który w międzyczasie już się oświadczył i nalega na szybkie wesele.
- To musi być diabeł - decydują dziewczyna z matką i udają się po radę do księdza.
Ksiądz bierze kropidło, ukrywa się w domu dziewczyny i czeka na kawalera.
Ale ten coś wyczuł, nie wchodzi do mieszkania, nie pojawia się tak, jak zwykle.
- Co się z nim stało? - zastanawiają się wszyscy
- Może wszedł do komina? - Ksiądz bierze kropidło w rękę i zaczyna święcić w kominie.
Rozlega się wielki rumor, hałas okropny i nagle z komina wyjeżdża diabeł,
tak jakby go ogień w tyłek palił. l więcej się już u dziewczyny nie pokazał,
a ona na zabawach znowu sama ściany podpierała.

PIĄTKOWSKA MAJÓWKA

Trzynastego w piątek wybrał się diabeł Boruta na majówkę do Piątku.
Piwa i jadła było tam dosyć, więc czart dobrze sobie podpiwszy, postanowił
zabawić się z jakąś piękną panną. Przedtem jednak schował swój ogon pod
długą marynarką, a widły wcisnął do rękawa, bo nie chciał urodziwej panny
diabelskimi atrybutami zbyt szybko przestraszyć. Kapela jednak skocznie gra-
ła, Borucie w tańcu ogon się opuścił, a widły na podłogę upadły. Panna zoba-
czywszy co się stało, nie straciła rezonu, tylko sztachetę z płota wyrwała i
okładając nią Borucie boki, pogoniła aż pod samą Łęczycę. Długo jeszcze
pamiętał Boruta tę piątkowską majówkę.
Panna zaś, jak wieść niesie, nigdy za mąż nie wyszła. Kawalerowie w
całej okolicy choć podziwiali jej urodę, bali się jej silnej ręki.

DIABELSKIE PIENIĄDZE

Pewnego razu kilka dziewcząt wybrało się do łęczyckiego parku. Usiadły
na ławce, rozmawiają, przyglądają spacerującym ludziom. Nagle w alejce
pojawia się elegancko ubrany mężczyzna. Przechodzi obok nich raz i drugi, w
końcu uśmiecha się i zagaduje. Zaprasza je na spacer wokoło parku, a za fa-
tygę obiecuje pieniądze. Żadna z dziewcząt nie ma jednak ani odwagi ani
chęci na przechadzkę. W końcu jedna z nich, najbardziej odważna - decyduje
się. Obchodzą park wokoło, mężczyzna proponuje jeszcze przechadzkę tum-
ską drogą, ale dziewczyna nie ma już na nią ochoty.
- Mam ci zapłacić, żebyś poszła? - pyta mężczyzna.
A ona na to:
- Możesz zapłacić, a możesz nie, jak chcesz.
Wtedy on z woreczka, który cały czas trzymał w ręku wyciąga pieniądze.
Dziewczyna wygładza rękoma swój fartuszek i nadstawia go. Mężczyzna wsy-
puje w niego pieniądze i odchodzi w stronę Tumu. Dziewczyna wraca do kole-
żanek, a one śmieją się i żartują z jej kawalera, a nawet go przezywają, i nagle
dziewczyna z przerażeniem spostrzega, że w fartuchu zamiast pieniędzy ma
same końskie boby.
Wtedy wszystkie przestają
się śmiać i uświadamiają
sobie, że ten elegancki pan
- to nie żaden pan, tylko
sam diabeł Boruta. Spo-
glądają w stronę, gdzie po-
szedł, ale tam już nie ma
nikogo. Słychać tylko szy-
derczy śmiech, a później
zalega cisza i po diable nie
ma już śladu.

SPOSÓB NA DIABŁA

Woźnice i stangreci, którzy dawniej we dworach i majątkach końmi imi po-
wozili, zwani byli potocznie "foćmanami". Stanowili oni pewną, zamkniętą gru-
pę ludzi, kierującą się własnymi normami i postępującą według własnych zwy-
czajów, nie zawsze zrozumiałych dla innych.
Któregoś dnia pewien szlachcic z Grabowa wczesnym rankiem jechał do
Łęczycy. Wiózł go po raz pierwszy, młody, niedoświadczony jeszcze foćman.
Kiedy powóz dojeżdżał pod kościół w Błoniu, konie nagie dęba stanęły, za-
częły rzucać pyskami, parskać i niespokojnie walić kopytami w ziemię.
- Co się stało? - pyta zniecierpliwiony szlachcic.
- Nie wiem, ale konie nie chcą iść dalej - odpowiada foćman i schodzi z sie-
dzenia. Ogląda powóz, wszystko w porządku, na drodze też nic nie leży. A ko-
nie w dalszym ciągu niespokojne, nie chcą iść dalej.
- Zrób coś - denerwuje się pan - musimy Jechać dalej.
A był taki zwyczaj, że każdy foćman, kiedy wyjeżdżał pierwszy raz w dro-
gę, przed podróżą miał obowiązek zrobić na ziemi, przed końmi znak krzyża.
Młody woźnica nie dopełnił tego zwyczaju i został za to ukarany. Przy drodze,
w krzakach siedział diabeł Boruta i tylko czekał na takich zapominalskich woź-
niców, którzy przed wyjazdem nie dopełnili swoich foćmańskich obowiązków.
Karał ich zatrzymywaniem pojazdów i uniemożliwiał dalszą jazdę.
Lecz ten woźnica wiedział na szczęście co robić. Szybko zdjął but. wy-
ciągnął owijkę, którą miał na nodze. Uderzył butem w dyszel, każdemu koniowi
przejechał owijką po czole. Ledwo zdążył wskoczyć na wóz, bo konie już ru-
szyły do przodu.

Boruta pilnuje
podziemi zamku


Pod zamkiem w Łęczycy miały
być podziemia, tunele, których
Boruta pilnował. Mówili, że z
tumskiego kościoła był tunel
do Łęczycy, bo do kościoła
tamtędy Jeździli. W razie wojny
ludzie chowali się do tego tunelu i tam skarby gdzieś
wszystkie pod zamkiem umieścili, i teraz ludzie mówią,
że tam trudno się dostać. Bo przecież każdy musiał
coś robić, żeby się zabezpieczyć. Diabła tam posta-
wili, bo kto pieniądze zakopuje, to diabłu oddaje.
Jakby kto wiedział te ich zaklęcia, to może by i zna-
lazł, a tak to nie.

O dwóch braciach,
co szukali skarbów
Boruty

Na zamku skarby muszą być.
Było faktycznie takie zdarze-
nie, że jacyś bracia Jasińscy
jeszcze przed wojną dobierali
się do tych skarbów. Chcieli
je wykopać. Była z nimi i siostra ich, która ocalała.
Pomagała im. Oni zostali przysypani. Już, już mieli te
skarby wydobyć, ale jeden z nich się odniósł:
"No do diabła, pośpiesz się, no bo przecież tu
dzień nastanie, a ty się opóźniłeś".
I wtedy, gdy to wypowiedział "do diabła" został
przysypany, ich groby są na cmentarzu łęczyckim,
gdzie na nagrobkach pisze, że zginęli śmiercią tra-
giczną w poszukiwaniu skarbów Boruty.

Jak Boruta
rzucał za mną pec nami

Miałem jeszcze drugie, spot-
kanie z Borutą. Przechodziłem
raz koło kapliczki, gdzie
mówili, że straszą. Widzieli
tam świniaka, a to kozę, a to
cielaka. Ja wtenczas nie widziałem nic
takiego specjalnego, ale za mną za-
częło coś rzucać pecynami, grudami
ziemi. To było w zimie, więc myślałem
z początku, że to któryś z kolegów gdzieś się przy-
czaił i dla żartów na mnie rzuca. Powiedziałem więc
tylko: "Czego rzucasz?". Uderzyć mnie to nie ude-
rzyło. I niby na tym się skończyło- Ale później
kiedyś znów wracam w lecie, w nocy to było. Maj.
I tak sobie pomyślałem: "Zawsze mówią, że tutaj
straszą". Oglądam się czy ten strach wyjdzie. Znów
ta sama historia. Za mną bęc, bęc jedna, druga, trze-
cia pęka. Stanąłem i mówię: "Jeżeli masz do mnie
jakaś sprawę do załatwienia, to przecież w ten spo-
sób nie zaczynaj, tylko proszę wyjść i pokazać się,
czego chcesz ode mnie". Ale niestety nie było nic.
Na drugi dzień z ciekawości, bo to blisko mojej wsi
było, poszedłem zobaczyć, czy faktycznie tam będą
jakieś ślady. Niestety żadnych śladów nie było, a jed-
nak słyszałem, że coś rzuca za mną

Boruta
na bagnach łęczyckich


W czasie okupacji mój dzia-
dek często łowił ryby na bag-
nach, na podrywkę. Jednego
razu też łapał. Było już koło
północy, księżyc świecił, jasna
noc była. W tym momencie po drugiej stronie kanału,
gdzie łapał, zobaczył dziadek, że po wodzie pływa
jakiś kot czy coś i zaczyna miauczyć. Niby to lata
po wodzie, niby na brzeg wyskakuje i miauczy. Dzia-
dek nie wiedział co to, chciał wypłoszyć to dziwne
zwierzę. Zaczął rzucać torfą. Niby je wystraszył, ale
co dziadek przesunie się w jednym kierunku, to
i zwierzę za nim. W końcu dziadek nie wiedział co
zrobić i strach go obleciał. Tu musi cos straszyć.
Odwrócił się, wyjął podrywkę z wody i przeżegnał się.
Dziwny kot tylko chlupnął do wody, a dziadkowi
strach jakby ręką odjął.
Anna Dłużewska - Sobczak

Muzeum w Łęczycy, ul. Zamkowa 1, 99-100 Łęczyca,
Biuro: tel/fax (0-24) 721-89-97, Zamek-obsługa turystyczna: tel. (0-24) 721-24-49, www.zamek.leczyca.pl, e-mail:muzeum@zamek.leczyca.pl


Informujemy, iż na stronie zamek.leczyca.info.pl są wykorzystywane pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszego serwisu. Jeśli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Dowiedz się jak to zrobić i przeczytaj naszą Politykę Cookies.

administrator M.Koperkiewicz